Sprzedawcy: chcemy podwyżek!

Sprzedawcy: chcemy podwyżek!
Podwyżki w służbie zdrowia, szkolnictwie, górnictwie. Wszyscy na nie czekają, coraz więcej osób dostaje wyższe pensje. A co ze sprzedawcami? Wielu nadal pracuje za najniższe wynagrodzenie i boi się poprosić szefa o więcej w obawie przed utratą pracy. Pracuję od dwóch lat w tym samym sklepie. Mam pracujące soboty, niedziele, zmiany do 23 w nocy i nie dostałam żadnej podwyżki – skarży się Karolina Bobrowska. W sklepie osiedlowym, w którym pracuję, utargi nie są wielkie. Właściciel wciąż narzeka, że boi się, czy będzie go stać na zatrudnianie trzech osób. Nawet wspominał, że może sam z żoną będzie stać za ladą. Na sprzedawcę uczy się też jego dorastająca córka. We trójkę byłoby im łatwiej prowadzić sklep. – Boję się zapytać szefa o podwyżkę, bo mogę zostać zwolniona, a jak wtedy utrzymam rodzinę? – martwi się. Co miesiąc dostaje na rękę niecałe 1100 zł. – To niewiele, ratuje nas pensja męża, który haruje od rana do wieczora na budowie – przyznaje. Wie, że w wielkim markecie w kasie będzie zarabiała jeszcze mniej. – Tutaj przynajmniej wiem, że szef widzi we mnie człowieka. Zrozumie, gdy rozchoruje mi się dziecko i muszę zostać w domu. Zdarzało się, że wtedy sam stawał za ladą – mówi. Nawet w Poznaniu, gdzie pracuje, sprzedawcy nie zarabiają kroci. Boję się prosić o podwyżkę Dorota Wiśniewska jest zatrudniona od kilku miesięcy w jednym z poznańskich marketów. Pracuje na 3/4 etatu. Dostaje niecałe 700 zł. – Każdego miesiąca boję się, że zostanę zwolniona, bo przyjdzie młoda studentka, która zadowoli się jeszcze niższą pensją, a pracodawca nie będzie musiał płacić za nią składek do ZUS-u – twierdzi pani Dorota.

Sprzedawcy narzekają, że za swoją ciężką, czasami niebezpieczną pracę dostają grosze, ale właściciele sklepów też się skarżą, że interes nie idzie tak, jak by tego chcieli. Dariusz Wielkopolski prowadzi swój sklepik od wielu lat. – Jest w niezłej lokalizacji, w samym centrum miasta, mamy sporo klientów, ale zarobek wcale nie jest tak duży, jak się wielu osobom wydaje – tłumaczy. Ludzi kupują najtańsze towary, oszczędzają, jak mogą, bo życie jest drogie i to nie tylko w wielkich miastach, ale również w wioskach. – Trzeba zapłacić z góry za większość towaru, monitorować obiekt i płacić za to, bo nie brakuje wandali i złodziei. Pensje piątki pracowników rujnują mnie – dodaje. Swoim sprzedawcom płaci ok. 800 zł miesięcznie. Na więcej go
nie stać. – Gdybym mógł, zatrudniłbym tańszą siłę roboczą ze Wschodu. Przecież ja też muszę na tym zarobić i utrzymać swoją pięcioosobową rodzinę – narzeka. Nie chcemy zbyt wiele Większość Polaków wcale nie ma wielkich wymagań. Chcą zarabiać ok. 1500-2500 zł netto. Jak wynika z badań, takie zarobki zadowoliłybyponad 50 proc. społeczeństwa i pozwoliły na godne życie. – Gdybym miał płacić tyle „na rękę” moim pracownikom, to poszedłbym z torbami – przyznaje Wielkopolski. – Trzeba pamiętać jeszcze o tym, ile muszę płacić za każdego pracownika do ZUS-u,ile muszę odprowadzić podatków. To jest po prostu nierealne, chociaż bardzobym chciał, żeby tyle dostawali i byli zadowoleni. Ale nie zapłacę takiej sumy, nawet jeśli będę musiał na miejsce sprawdzonego i wykwalifikowanego pracownika poszukać kogoś młodszego i niedoświadczonego – mówi.
Niskie płace sprawiają, że czasami trudno poznać dobrze swojego sprzedawcę z osiedlowego sklepu. – Mam naprzeciwko bloku niewielki sklep spożywczy. Uwielbiam tam chodzić. Jedyne, co mi przeszkadza, to wiecznie zmieniający się personel. Nie wiem, ile te sprzedawczynie zarabiają, ale wciąż się skarżą, że za takie pieniądze nie da się wyżyć i jak tylko znajdą jakąś lepszą pracę, to odejdą. I odchodzą. Zmieniają się co jakieś 2-3 miesiące – mówi Anna Ciesielska, mieszkająca na poznańskim Piątkowie. Powiedzenie, że dobry pracownik jest bezcenny, to wcale nie przereklamowane hasło. Ale wielu właścicieli sklepików po prostu nie stać na sprostanie finansowym oczekiwaniom swoich podwładnych. Chociaż większość Polaków dostała podwyżki, życie nadal jest dla nas za drogie. Pensje rosną znacznie wolniej niż ceny w sklepach i na zmiany trzeba będzie jeszcze poczekać.
W tym roku drożeć będzie nie tylko woda!
* o 8-12 proc. chce podnieść ceny Polska Grupa Energetyczna, która kontroluje ok. 30 proc. całego rynku energetycznego w Polsce. To oznacza, że przeciętne rachunki w gospodarstwie domowym wzrosną o ok. 5 proc.
* o 10 proc. wyższe ceny gazu zapowiada Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
* o 5-8 proc. więcej zapłacimy w tym roku za wodę i ścieki
* o 25,5-proc. podrożeje wywóz śmieci, spowodowane jest to podwyżką o 400 proc. opłat za składowanie śmieci na wysypiskach
* o 2,2 proc. podskoczą w górę podatki i opłaty lokalne
* 15-proc. podwyżkę materiałów budowlanych przewidują specjaliści
* o 4 proc. może wzrosnąć w tym roku cena paliwa.